5/02/2015

Rozdział 16 ,,A ty nie możesz mi wybrać?".

Czytasz?
Pozostaw po sobie ślad,
to mnie motywuje!
Dedykacja dla Paulinki :* Dziękuję że jesteś i komentujesz!
*Leon*
Idąc tak w grupie usłyszeliśmy piosenkę Love me like you do piosenkarki Ellie Goulding, dzwonek Violetty. Szatynka wyjęła telefon i po chwili go schowała z powrotem, a piosenka wciąż nie ucichała.
-Czemu nie odbierasz?
-Bo nikt nie dzwoni do mnie.
-Ale piosenka nadal nie ucicha-stwierdził Federico ze zdziwieniem. Dziewczyny się na siebie spojrzały i zaczęły piszczeć w tym samym czasie
-Koncert Ellie!
-Chwila, chwila, chwila. Koncert? Ona tu jest?
-Leoś nie widzisz? Tam!-pokazała palcem szatynka na miejsce skąd dochodził dźwięk piosenki.
-Chcecie iść?-zaproponował Feder
-Ale nie mamy czasu.-posmutniała Lu.
-Mamy, jest dopiero za 10, 13 (12:50). Chodźmy-poparłem pomysł Federico. Dziewczyny uwielbiają Ellie. Zresztą, z Federico też lubmy posłuchać jej piosenek. Z mnóstwem torbami ruszyliśmy w stronę tłumu. Zauważyliśmy ławki ze stołami pod parasolami, natychmiastowo tam ruszyliśmy. Odstawiliśmy torby, a dziewczyny pobiegły szaleć. Z Federem zamówiliśmy sobie po nisko alkoholowym, średnim piwie. Po chwili siedzieliśmy już pijąc trunek. Co prawda ja nie jestem jeszcze pełnoletni, ale Federico tak. Po dwóch piosenkach melodia ucichła, pewnie przerwa. Dziewczyny do nas podeszły i usiadły przy nas. Violetta natychmiastowo się do mnie przytuliła.
*Violetta*
Podczas przerwy poszłyśmy z Lu odpocząć. Aktualnie siedzę wtulona w Leona słuchając o czym chłopcy rozmawiają. Dopiero teraz zauważyłam że chłopcy piją piwo. No dobra zawsze piliśmy, no ale on nie jest pełnoletni.
-Czemu pijesz?-zapytałam gdy Lu i Federico poszli do baru.
-Czemu pytasz?
-Bo mi się to nie podoba.
-Violka, zawsze piliśmy.
-No dobra, ale nie jesteś pełnoletni. A pijesz jeszcze przy ludziach.
-No tak wyszło.
-Leon!
-Co znowu? Nie rozumiem o co się wkurzasz! Jak byliśmy przyjaciółmi to nie miałaś nic do tego że piłem!-Zła na niego wstałam-Skora tak ci się to nie podoba to proszę bardzo, ja już idę!-dodałam i ruszyłam w stronę parku.
-Violetta! Viola poczekaj! Gdzie idziesz?!-nie zwracałam uwagi na krzyki Leona.
-Cholera jasna, Violuś poczekaj-powiedział za mną dysząc. Biegł.-Viola. Viluś.-mówił, ale ja nie słuchałam.
-Poczekaj-powiedział łapiąc mnie za nadgarstek.
-Czemu się obraziłaś?-zapytał, ale ja nic nie mówiłam. Sama nie wiedziałam czemu się obraziłam.
-Ej mała-powiedział przyciągając mnie do siebie.
-Co się stało?-zapytał łagodnie, tak troskliwie.
-No bo....Ja się martwię.
-Ale o co?-zapytał kładząc ręce na moje biodra.
-O ciebie. Bo....Ja wiem że zawsze piliśmy, no ale alkohol psuje organizm,a nie jesteś jeszcze pełnoletni, a ja cię kocham i nie chcę by coś ci się stało. Chcę byś był zdrowy.-powiedziałam swój monolog. On się uśmiechnął i mnie przytulił.
-Jeśli naprawdę ci tak na tym zależy, to dobrze, nie będę pił.-powiedział całując mnie w czubek głowy.
-Dziękuję. A teraz lepiej chodźmy bo pewnie się niecierpliwią.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę w stronę naszego stolika.
-Leon jeszcze jedno?
-Nie, dzięki Fede.-powiedział Leon przytulając mnie.
-Leon, pamiętasz Nathana?
-Tak, a czemu pytasz?
-To menadżer Ellie, też jej chłopak. Przed chwilą z nim gadałem-powiedział Federico.
-I co załatwiłeś Hadesie? (Hades-grecki bóg)
-Dzięki Posejdonie. Po koncercie możemy pogadać z Ellie.
-Pierwsze, przestańcie się nazywać greckimi bogami, drugie że co?! Matko kocham się Federico-pisnęłam jeszcze mocniej wtulając się w ,,Leosiastego"
-Ej!-krzyknął Leon.
-Zazdrosny Leosiasty?
-Co ?!
-Federico wymyślił.-usprawiedliwiłam się.
-To Luśka wymyśliła!
-Bo to chłopacy wymyślili. Czyli Diego, Maxi, Bro.
-Ja walę.
-Teraz powracam do pytanie, zazdrosny o kuzyna?
-Może.
-Oj Leoś....-powiedziałam i musnęłam jego polik.
-Dobra dostałem esa od Nathana że możemy już przyjść.
*Godzina później*
Jesteśmy już koło domu. Spotkanie z Ellie było niesamowite. Mamy fotki z nią, autografy od niej no i z nią pogadaliśmy. Właśnie wchodzimy do domu.
-AAAAAAAAAAAAA! Violka myślałam że padnę!-krzyknęła Włoszka.-Gdzie wy byliście?!
-To tak, byliśmy w parku, poszliśmy do Primara, potem do Starbucks'a no i na koncert Ellie.
-Okej...
-Słuchajcie, musimy wam o czymś powiedzieć.
-No to słuchamy.
-Poczekajcie pójdę to odnieś-powiedział Leon. Po dwóch minutach już był na dole.
-No bo....
-Już wiemy!
-Ale jak?! Skąd?!
-A ja wiem?! Tak jakoś podejrzewaliśmy gdy zniknęliście.
-Aha...
-Słuchajcie, dlatego iż wyjeżdżamy jutro, chcemy iść wieczorem do klubu na imprezkę, co wy na to?
-Ale nie mamy 18...
-Oj nic takiego, klub jest od 16 roku życia. Alkohol sprzedają od 17.
-W takim razie mi pasi-powiedziałam.
-Okej, jest 14, wychodzimy o 17.
-Okej.-powiedziała Luśka. Złapałam Leona za rękę i poszliśmy na górę.
-Skoro jutro wyjeżdżamy, przydałoby się spakować co?-powiedział Leon.
-O której jutro wyjeżdżamy?
-Około 13.
-Okej, to lepiej teraz się spakujemy nie? Przynajmniej częściowo, pewnie jutro będą kace.
-Też tak myślę, chociaż ty i tak jesteś częściowo spakowana bo do końca się nie rozpakowywałaś.
-Wiem.  Dlatego ci teraz pomogę, pójdzie szybciej. Tylko zdejmę te buty.
-Dobrze, mi pasuję.-jak powiedziałam tak zrobiłam, zdjęłam te buty i pomogłam Leonowi z pakowaniem. Leon poszedł do jednego wolnego pokoju w domu, tam są walizki. Znaczy jego. Ja otworzyłam szafę. Spojrzałam że trochę tego jest więc ściągnęłam moją ramoneskę i zaczęłam wyjmować męskie ubrania na łóżko. Wyciągając kolejną koszulę poczułam że ktoś mnie przytula.
-Widzę że nie jestem tu potrzebny.
-Jesteś, jesteś. Wybierz sobie w co się ubierzesz jutro i na imprezę.
-A ty nie możesz mi wybrać?
-Mogę, ale wolę byś ty to zrobił byś nie miał potem do mnie pretensji.
-Nie będę miał. Wybierz mi na jutro jakiś t-shirt, bluzę i spodnie. Koniec kropka.
-Gdyby u dziewczyn byłoby to takie proste. Tak? Może być?
-Tak. Zostaje jeszcze kwestia imprezy. A ty w co się ubierasz?
-Nie wiem...
-To może najpierw załatwmy ciebie co? Bo ja szybciej się ogarnę z tym.
-Okej.
____________________________________
Hejcia! Jak widzicie za chwilę idą na imprezkę, 17 część napiszę jeszcze dziś i wstawię w tygodniu, być może w poniedziałek kto wiem. Zależy jaki będę miała humor i jak będzie wyglądało moje zmęczenie ponieważ mam przedstawienie klasowe i jestem jedną z głównych ról....Zobaczymy jak to będzie. Niedługo też chcę dodać os. Jeśli czytacie to mi napiszcie co sądzicie o tym opowiadaniu i czy nie chcielibyście nowego. No to bye!/Tinistas

4/23/2015

Rozdział 15 ,,No nie wierzę!"


Czytasz?
Pozostaw po sobie ślad,
to mnie motywuje!
-Ej, oszukałaś mnie!
-Oj tam.
-No dobra, niech ci będzie, ale jedna rzecz mnie zastanawia.
-Jaka?
-Wtedy kiedy u ciebie nocowaliśmy, ty powiedziałaś przy prawdzie i fałsz że jestem twoim przyjacielem.
-Kabelki, pilot za plecami, wyłączenie, włączenie. Kumasz już?
-Tak.-powiedział z bananem na twarzy Leon.
-A ta właściwie gdzie teraz idziemy?-zapytałam.
-A gdzie chcesz?
-Znaczy....Ja...Chciałabym...
-W takim razie idziemy na zakupy-powiedział Leon rozśmieszony moją wypowiedzią.
-Ale skąd ty wiedziałeś?
-Znam cię.-powiedział. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy na miasto. Podobno są tu wspaniałe sklepy. Pierwsze co, weszliśmy do sklepu Primark. Ja i Leon często jesteśmy w tym sklepie, to mój ulubiony i zawsze go tam zaciągam. Mnóstwo pieniędzy równa się mnóstwo ciuchów. Pierwsze co zobaczyłam to platformy, są cudne. Musiałam je wziąć. Odnalazłam mój numer i wzrokiem zaczęłam szukać Leona. Padłam. Wyszedł w garniaku z przebieralni, a za nim Fede. No jasne, wbił go w to.
-I co się tak śmiejesz? Nie wyglądam aż tak źle.
-Sorry, nie mogę.-powiedziałam przez śmiech.
-Violu!
-Hej Lu. Skoro wy tu jesteście to reszta też?
-Nie, tylko my.-odpowiedział mój kuzyn.
-Słyszałam.-powiedziała blondynka.
-Ale co?
-No że ty i Lajon...-powiedział Federico.
-Powiedziałeś im?-zapytałam całkiem poważnie.
-Przez przypadek-powiedział niewinnie.
-No nie wierzę! Nie dość że chodzisz z Verdasem, to jeszcze mi nie powiedziałaś?!
-Pierwsze, ten Verdas ma imię, a drugie, jak?! Skoro jakieś półgodziny temu zostaliśmy parą?!
-Dobra nie krzyczcie tak, cały sklep się na nas gapi.-powiedział mój książę.
-To co podwójne zakupy?-zapytał Federico.
-Jak dla mnie spoko-powiedziałam-Ale następnym razem nie wbijaj go w garniak.
-Czemu? Nie wyglądam tak źle.
-A od kiedy ty w garniakach chodzisz? Zawsze ich nie lubiłeś.
-Teraz polubiłem. Nawet go kupię.
-Jak chcesz-powiedziałam i musnęłam jego polik-Chodź Lu, idziemy na babski dział.-Jak powiedziałam tak zrobiłyśmy. Ruszyłyśmy na damski dział, mnóstwo wspaniałych ubrań. Po półgodzinie ruszyłyśmy do przebieralni.W każdym zestawie wychodziłyśmy i przedstawiałyśmy się chłopakom jak modelki. Ubrałam się w takie zestawy:

















Zestawów Lu co prawda nie widziałam, ale widziałam ją w pięknej sukience:
Ja również przymierzyłam kilka sukienek:





Miałam dylemat, nie wiedziałam co wybrać. W końcu skusiłam się wybrać te sukienki: 





Lu pokazała mi śliczną sukienkę, którą postanowiłam że kupię:
W końcu jest fioletowa. Ruszyliśmy do kasy, tyle że jak pani kasowała rzeczy Lu Leon mnie zawołał
-Vilu zobacz!-szczęście nie muszę tego targać i pani mi odłożyła te wszystkie rzeczy.
-Tak?
-Zobacz.
-Jest piękna.
-Idź przymierz.
-Okej.
Ruszyłam pędem do przebieralni, wyglądałam tak: 
Z tego co wiem, wszyscy na mnie czekają, przeglądałam się w lustrze, już miałam wychodzić gdy się zawróciłam i spojrzałam na cenę, No świetnie. Jest kosmicznie droga.
-Vilu, wszystko okej?
-Tak.
-Mogę wejść?
-Yhym.
-Wow.
-Ładnie?
-Ładnie? Ty sobie żartujesz? To mało powiedziane! Pokaż się im-powiedział z uśmiechem Leon. Jak powiedział tak zrobiłam, zaczęli się zachwycać. Mi jednak mina zbrzydła.
-Co jest Violka?
-Jest śliczna, ale nie kupię jej.
-Coś się stało?-zapytał mój kuzyn.
-Cena.-powiedziałam, a Lu podeszła do mnie i spojrzała na cenę.
-O mój boże.
-Ile ona kosztuje?-zapytał mój kuzyn
-Violka zapłaciła za te wszystkie ubrania około 200 peso, ta sukienka tyle kosztuje.
-Idę się przebrać, jesteśmy tu już 2 godziny.-powiedziałam weselej.
-Okej, to my poczekamy na zewnątrz.
Szybko się przebrałam i ruszyłam do kasy bo moje torby, było ich około sześć,ale były gigantyczne. Wraz z zakupami ruszyłam na zewnątrz.
-Już jestem, gdzie Leon?
-Twój Leosiasty powiedział że zaraz wróci bo chce coś sprawdzić.-powiedział Feder
-Okej.-Po jakiś pięciu minutach Leoś wyszedł ze sklepu.
-Proszę-powiedział podając mi torbę.
-Co to?-ten tylko kiwnął głową.
-Leon coś ty kupił?!
-Sama zobacz.-jak powiedział tak zrobiłam. Z torby wyciągnęłam tą sukienkę.
-Ty oszalałeś?!
-Nie. Widziałem że ci się podoba.
-O boże, dziękuję!-krzyknęłam i się na niego rzuciłam.
-Ale Leon, tyle pieniędzy wydałeś na kieckę dla mnie? Jesteś nienormalny. W domu ci oddam.
-Słucham? Nie będziesz mi niczego oddawać.
-Ale Leoś
-Nie Leośkuj mi tu. Nic mi nie oddajesz i koniec kropka.
-Ale....No dobra, ale jestem ci czegoś dłużna.-powiedziałam i ruszyliśmy do Starbucks'a.
-Wystarczy że zostaliśmy parą-szepnął mi na ucho. Ja się do niego przytuliłam, no tak jakby. On mnie objął ramieniem. W końcu to on ma pustą rękę. W Starbucks'ie zamówiłam latte z bitą śmietaną i karmelem. Upiłam jednego łyka. Pychota. Ludmiła wzięła to samo, obie to kochamy. A chłopcy wzięli latte z bitą śmietaną i czekoladą. Przynajmniej Leon, chyba. Zawsze to bierze.
____________________________________________________________
Hejcia! Oto 15 rozdział. Dość długi przez te focie. Ale ostatnio są same krótkie więc no :D Jutro wracają do domciu XD Znaczy u nich, a nie u nas :) Macie słodką Lajonette, zakupoholiczki Lu i Vilu, Leosiastego w garniaku i takie Mrau :*No to do nexta, bye! /Tinistas

4/18/2015

Rozdział 14 ,,Taka odpowiedź wystarcza?"

Rozdział dedykowany Paulinie, Happy birthday! :*
Czytasz?
Pozostaw po sobie ślad,
to mnie motywuje! :*

*Federico*
Vilu wyglądała olśniewająco, spojrzałem w prawą stronę gdzie stał osłupiały Leon z otwartą buzią, podszedłem do niego
-Ej stary, ja rozumiem że moja kuzynka ci się podoba i wygląda teraz olśniewająco, ale powstrzymaj się, zamknij tą mordę.-powiedziałem ręką łącząc ze sobą szczękę szatyna.
*Violetta*
Gdy schodziłam po schodach zauważyłam osłupiałego Leona. Czy mi się wydaję czy ja się mu podobam?! Jeśli tak, to jestem najszczęśliwsza na świecie!
-Co jest Vilu?-zapytała mnie blondynka gdy zawiesiłam się na schodach
-Wydaję mi się że podobam się Leonowi.
-O...U..To bardzo specyficzne wydawanie się...Ale skąd ty-przerwałam jej-Czy ty coś o tym wiesz?!
-JA? Ym..Nie, nie!-powiedziała speszona jąkając się.
-Ludmiła gadaj!
-Potem. jak wrócimy i będziemy same.
-Okej-powiedziałam i zeszłam szybko na dół. Dziewczyny zachwycały się moim strojem, a ja co jakiś czas zerkałam na Leona. który też się na mnie patrzał. W końcu dziewczyny zajęły się chłopakami, chciałam podejść do Leona, ale wyprzedziła mnie Lu. Podeszła do szatyna, za to do mnie mój kuzyn
-Cześć siostra.-Powiedział cały pełny energii, czyli codzienność Federa
-Hej-odpowiedziałam na zaczepkę smutniej.
-Co się stało??-zapytał próbując uspokoić swoją energię.
-Leon się stał.
-Jak to?
-Myślę że mu się podobam.
-I co w tym złego, przecież on podoba się tobie. To źle?
-Nie! Ale...Boję się że mi się to po prostu wydaję. Poza tym Lu coś o tym wie, ale nie chce mi powiedzieć.
-Teraz sobie pogadasz z Verdasem, Lu!
-Tak kochanie?-Ten tylko kiwnął głową, a ta od razu była przy nim.
-Hej-powiedział szatyn.
-Czeeść.-powiedziałam już weselej przeciągając ,,e".
-Co tam?
-Dobrze, a u cb?
-Też. Wiesz ty....znaczy...ładnie....ty bardzo...
-Dziękuję-powiedziałam z uśmiechem.
-Skąd ty?
-Po prostu cię znam.
-Okej.
-A tak w ogóle to gdzie idziemy?
-Na miasto, chcą iść do StarBucks'a, a dziewczyny na zakupy.
-Mi to pasi. muszę kupić sobie kilka rzeczy.-powiedziałam dosyć speszona, mianowicie chłopacy się na mnie dziwnie patrzeli.  Natychmiastowo wtuliłam się w Leona bo zauważyłam jak się na nich patrzy. Ja mu się na prawdę podobam.-mówiła moja podświadomość.
-Idziemy się przejść?-zapytał chłopak
-A zakupy, a StarBucks?
-Pójdziemy potem sami, przynajmniej dziewczyny nie będą cię męczyć.
-Okej.
*Pół godziny później*
-Vilu muszę ci coś powiedzieć.
-Tak?
-Bo ty mi...to znaczy ja...Jesteś...
-Tak.-powiedziałam i ruszyłam dalej parkiem, a Leon stał przez chwilę w miejscu, następnie do mnie podbiegł i pociągnął za nadgarstek tak że byliśmy bardzo blisko siebie
-Czy ty powiedziałaś tak?-ja tylko się uśmiechnęłam i go pocałowałam
-Taka odpowiedź wystarcza?
-Ale ja nie rozumiem.
-Wiem że ci się podobam, no i ty podobasz się mi-powiedziałam trochę ciszej drugą część zdania.
-Ale skąd?
-Domyśliłam się.
-I co, kim my teraz jesteśmy?
-A kim chcesz byśmy byli?
-Nie wiem.
-Powiedzmy na trzy razem.
-Okej.
-Raz, dwa trzy!-powiedziałam ostatnie słwa
-Parą?-powiedział Leon, ja się uśmiechnęłam i musnęłam jego usta
-W takim razie jesteśmy parą.
-Ej, oszukałaś mnie!
-Oj tam.
____________________________________________________
Siemaneczko! Oto 14 rozdział opowiadanie, macie swoją Leonette :D Postaram się napisać kilka rozdziałów w wersjach roboczych i w tygodniu je dodawać :) A nie tylko w soboty, więc Happy Birthday Paulina z okazji urodzin :) Więc dziękuję za 8 komentarzy! Serdecznie wam dziękuję :) No to do nexta, bye!/Tinistas

4/05/2015

Rozdział 13 ,,Leon będzie zazdrosny!"

Czytasz?
Pozostaw po sobie ślad
To mnie motywuje :*


Specjalna dedykacja dla Anonimka ^^
Życzonka <3
Happy easter :*
Kolorowych jajeczek,
rozczochranych owieczek,
rozkicanych króliczków,
pyszności w koszyczku,
a przede wszystkim
mokrego ubrania
w dniu wielkiego lania!

Życzenia takie sobie, gorszych być nie może.
Krótko, zwięźle i na temat: Szczęśliwego święta :D  
*Leon*
Z samego rana obudziły mnie promienie słońca. Od razu skapnąłem się że śpię z Vilu
-Cholera, Verdas. Musisz przestać, za chwilę będzie tak że ją pocałujesz.-podpowiadała mi moja podświadomość którą, zignorowałem. Powoli i ostrożnie wyłoniłem się z uścisku Violi i ruszyłem do łazienki, gdzie zająłem się porannymi czynnościami które, zajęły mi 25 minut. Na czarnym telefonie firmy Apple sprawdziłem godzinę
-9 30, no nieźle Violetta-powiedziałam szeptem. Ruszyłem na dół do kuchni gdzie spotkałem dziewczyny z którymi przywitałem się buziakiem w polik
-Violka jeszcze śpi?-zapytała blondynka
-Tak.
-To dziwne, nie uważacie?-zapytała Camila
-Zawsze była porannym ptaszkiem-powiedziała Francesca która gotowała, poznając po zapachu jajecznicę.
-Tak, macie rację-stwierdziła dziewczyna w czarnych lokach
-Vilu w nocy miała jakiś koszmar, obudziła się około 2 nad ranem. Zaczęła coś mówić że jej sen, ale nie skończyła.
-A ty jako prawdziwy Romeo ją przytuliłeś-rozmarzyła się Włoszka.
-Fran, ogarnij się bo jajecznicę spalasz-powiedziałem rozbawiony, a czarnowłosa dziewczyna zaczęła panikować. Po 10 minutach na tacce miałem śniadanie dla Vilu. Jajecznicę, kawę z mlekiem i sok pomarańczowy. Takie śniadanie jada bardzo często. Ruszyłem na górne piętro po drodze witając się z Federem. W pokoju odstawiłem na chwilę tackę ze śniadaniem na etażerkę. Otworzyłem okno w pokoju i zacząłem budzić Violę.
-Ci ci-wydałem dźwięk z siebie, na marne.-Violu wstawaj.-mówiłem szturchając ją w ramię.
-Jeszcze pięć minut.
-Violetta Castillo, natychmiast wstawaj.
-Czemu?
-Kobieto, jest 10.
-I co z te...Chwila, co?!-krzyknęła i automatycznie się podniosła z łóżka.
-Tu masz śniadanie-powiedziałem podając jej tackę ze śniadaniem.
-Dziękuję.-powiedziała uśmiechając się, odwzajemniłem jej gest.
-Więc masz dokładnie 45 minut. Po tym czasie musisz być na dole.
-Okej, postaram się.-powiedziała, a ja zmierzałem ku wyjściowi.
-Leon!
-Tak?
-Zawołasz Ludmiłę?
-Jasne.-odpowiedziałem z uśmiechem i złapałem za klamkę.
-Leon!
-Tak?
-Dziękuję.
-Nie ma za co.-Ruszyłem pędem do pokoju dziewczyn. Tam Lu na pewno siedzi, wszedłem do jej pomieszczenia bez pukania, czego pożałowałem.
-Sorka że wam przeszkodziłem. Lu, Viola cię prosi byś do niej przyszła.
-Okej, za jakieś 10 minut pójdę.-powiedziała i odwróciła się do Federico.
-W tempie natychmiastowym.
-Dobra, cześć.-powiedziała blondynka i ruszyła, tak myślę, do Violetty.
-Stary, ja rozumiem że jesteście parą i się kochacie, ale to miejsce publiczne. Znaczy...Nie możecie wytrzymać? Po jutrze wyjeżdżamy.
-Ej Leośku, już nie bądź zazdrosny, przecież jakbyś chodził z Violką to też byście się obściskiwali.
-Ja nie mam do ciebie nerwów.-powiedziałem i wyszliśmy razem z dziewczęcej części domu.
*Violetta*
-Dobrze jest mieć takiego chłopa....przyjaciela jak Leon.-pomyślałam. Odstawiłam tacę z pustymi naczyniami i wstałam z łóżka. Udałam się do łazienki pod ekspresowy prysznic, po jakiś 6 minutach wyszłam z pomieszczenia w szlafroku. Na łóżku zastałam Ludmiłę.
-Cześć, co chciałaś?-zapytała chyba podirytowana
-Leon przeszkodził z Fede?
-Tak.
-Przepraszam cię Lu, ale potrzebowałam kogoś kto ma wspaniały gust, pomóż mi wybrać strój!
-Już ci wybaczam, mogłaś powiedzieć Leonowi by mi powiedział że to kod 040.-Ruszyłam do szafy i wyciągałam różne zestawy
-Co powiesz na to?
-Nie!

-Violetta nie żartuj!
-Violetta, ty nigdy nie miałaś gorszego poczucia stylu.
-Wiem Lu, ale nie potrafię się skupić.
-Przez ten sen?
-Skąd wiesz?
-Leon mi powiedział, dobra spróbuj jeszcze raz.
-Idzie coraz lepiej, ale może jednak ja ci coś wybiorę, poczekaj.
-Lu, ty żartujesz?!
-Nie, wyglądasz seksownie i dziewczęco.
-Ale ja nie chcę zwracać uwagi facetów na mieście!
-A powinnaś, Leon będzie zazdrosny! Poza tym, nie mamy już czasu.
-Nie Lu, ja się przebieram.
-Ładnie, ale zmień buty.
-Też tak uważam, na jakie?
-Na te.
-I jak?
-Ładnie, tylko na usta dawaj fuksję.
-Okej.
Minęło równo 45 minut.
-Proszę o ciszę. Dziękuję. Mam zaszczyt przedstawić Violette.-krzyknęła Ludmiła, a ja zeszłam
________________________________________________________________
Hejcia! Przepraszam że tak długo nie było rozdziału...Ale wiecie nauka i wgl. Wielkanoc, jej! A ja jutro muszę się uczyć...I tak samo we wtorek na sprawdzian z gramatyki....Życzenia macie u góry...Tak wiem nie umiem składać życzeń. ^^ Postaram się robić tak by w każdą sobotę był rozdział, no chyba że gdzieś pójdę. Rozdział miał się pojawić o wiele później, ale wychodzę z rodziną. Wychodzę o 15 30, ale co was tam to interesing XD Proszę o komki, one mnie motywują ^^ Dziękuję anonimku :*/Tinistas

3/22/2015

Rozdział 12

-Violka przesadziłaś-usłyszeliśmy krzyk pochodzący z ust Naty
-Ale co ja zrobiłam?!
-Sprzątacie to!
-Okej, nie ma problemu.-odpowiedziałam po czym udałam się w stronę szafki w której znajdują się detergenty. Będąc w połowie drogi poślizgnęłam się i upadłam na Leona. Nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko. Tak bardzo chcę tego. Chwila...Stop!
-Ym...Ta....Dzięki.
-Nie ma za co.-odpowiedział szatyn po czym zaczęliśmy sprzątać.
*Francesca*
Leżymy właśnie z Diego na łóżku i oglądamy coś durnego w telewizji
-Boże tygrysie to nudne!
-A co chcesz robić?
-Ym...Nie wiem, masz jakiś pomysł?-zapytałam kusząco podczas rysowania serduszek na jego torsie.
-Francesca, nie tutaj. Wszyscy są w domu.
-I co z tego?
-Chcesz by wszyscy słyszeli jak uprawiamy stosunek?!
-Nie krzycz misiek, jestem mega napalona, nic na to nie poradzę.
-Za dwa dni wyjeżdżamy, w domu okej?
-No okej.
*Leon*
Po tym jak posprzątaliśmy i upiekliśmy to ciasto to Violka poszła na górę spać, w końcu jest już ta 20. Po tym jak poczęstowałem wszystkich ciastem poszedłem w jej ślady. Po wykonaniu wieczornych czynności ułożyłem się wygodnie na swoim łóżku. Po jakiś 15 minutach Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy.
*Violetta*
-Ale Ludmi, jesteś pewna?-pytałam blondynkę przez łzy.
-Tak, powiedział to lekarz.-Po chwili do sali weszli chłopcy
-Vilu coś się stało?-zapytał Leon.
-Ta-ak
-Ale co?
-Leoś ja....
-Nie!-krzyknęłam czym obudziłam szatyna
-Vell, co jest?-zapytał zapalając lampkę. Nic nie odpowiedziałam więc przeniósł się na moje łóżko i mnie przytulił.
-Violka co jest?-zapytał, ja na odpowiedź wpiłam się w jego usta, na początku był zdziwiony, ale zaczął oddawać pocałunek.
-Nie!-krzyknęłam po czym obudziłam szatyna-To tylko sen.....-pomyślałam  
-Vell, co jest?
-Mój sen....
-Co twój sen?-zapytał lecz ja nic nie odpowiedziałam. Zastanawiałam się nad tym że w tym momencie dzieje się to co w śnie, ale jak to możliwe że ten pocałunek czułam? Że czułam te emocje? Te uczucia?
-Violka co jest?-zapytał ponownie, ja nic nie odpowiadałam. Po zapaleniu lampki podszedł do mojego łóżka po czym na nie usiadł i mnie przytulił.
-Wszystko okej?
-Ja....Ja...-mówiłam cała roztrzęsiona.-Ja się boję.
-Ale czego? Miałąś koszmar?
-Tak jak by...
-No chodź do mnie-powiedział i wyciągnął ramiona w moją stronę, a ja się w niego wtuliłam. Tak zasnęliśmy.
***********************************************
Hej! Zua ja nie dodawałam dawno rozdziałów.... Wybaczcie że taki krótki, ale nie mam wenki ostatnio. Ciągle mam pomysły na nowe opowiadanie na drugim blogu...Musicie mnie zrozumieć.  Fiolka miała sen we śnie XD Jak widzicie za dwa dni wracają, czyli w następnym rozdziale MOŻE będą w domciu :) /Tinistas

3/08/2015

Rozdzaiał 11 ,,Pożałujesz!"


-Kochanie, wstawaj.-powiedział szatyn po czym musnął moje wargi, a ja otworzyłam powieki.
-Hejka kotek, długo spałam?
-Nie, około 3 godziny, ale musisz odpoczywać-powiedział po czym swoją rękę umieścił na moim policzku
-Dlaczego, co się stało?
-Nie pamiętasz? A no tak, lekarz mówił że będą tymczasowe zaniki pamięci. Miałaś wypadek, wczoraj się wybudziłaś z śpiączki w której trwałaś dwa miesiące. Szatyn się nade mną schylił i już mieliśmy złączyć nasze wargi, gdy do sali weszli Lu i Fede
-Oj siostra! Nie ładnie tak w szpitalu!-zaśmiał się Fede
-Federico-powiedziałam wściekła 
-Leon, pójdziesz z Federico do sklepiku i kupicie nam po butelce wody?-zapytałam
-Jasne kotek-powiedział szatyn po czym wyszli
-Teraz gadaj! Co się stało, nie odezwałaś się ani słowem.
-Wiesz Vils...Bo ja jestem w ciąży.
-Co?! Aaaaaaa! Super!
-Ale jest jeszcze jedna informacja. O której nie wiedziałaś....Zanim miałaś ten wypadek, to ty...zaszłaś w ciążę.. Powiedział mi to lekarz.
-Naprawdę?-zapytałam pełna nadziei .
-Ale poroniłaś Vilu.
-Co?!
-Nie!-krzyknęłam cicho. Na szczęście, to tylko sen. Zaczęłam się rozglądać po pokoju, aż na dwuosobowej kanapie zauważyłam drzemiącego Leona. Pewnie tu zasnął, czekając aż się obudzę-pomyślałam.
Z łóżka wzięłam koc i go okryłam. Przecież nic mi nie zrobił-pomyślałam. Udałam się na dół do kuchni, gdzie znajdował się Maxi
-Hej
-O, cześć Vilu, nie widziałaś Leona?
-Śpi u mnie, zasnął kiedy ja sobie zrobiłam drzemkę.
-Okej, to jak wstanie to powiedz mu żeby przyszedł do nas, okej?
-Jasne.
-Dzięki, a teraz spadam do chłopaków, pa Violu.
-Pa.-Podeszłam do urządzenia nazywanego lodówką. Z niej wyciągnęłam sok pomarańczowy, wlałam do szklanki, po czym udałam się na górę. Weszłam do mojego pokoju, gdzie Leon jeszcze słodko drzemał, wzięłam krzesło, usiadłam koło sofy i zaczęłam się patrzeć jak to Leonard słodko wygląda jak śpi.  Po jakiś 10 minutach zaczął się budzić
-Widzę żę śpiąca królewna się obudziła-powiedziałam żartobliwie.
-Dzięki. Mogłaś mnie obudzić.
-Nie mogłam, za słodko wyglądałeś, a teraz leć do chłopaków, bo coś tam chcą od ciebie.
-Okej.-powiedział szatyn po czym wyszedł z pokoju, ja udałam się na łóżko, po chwili poczułam jakieś usta na moim poliku, odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam Leona.
-Leć, bo cię zabiją.
-Dobrze, dobrze. Przyjdziesz do mnie za jakieś pół godziny?
-Jasne-powiedziałam z uśmiechem. Tym razem szatyn wyszedł na dobre. Ogarnęłam trochę w pokoju.  Gdy zauważyłam na telefonie firmy Apple godzinę 14 30 ruszyłam do Leona, tam zastałam nie fajny widok. A może i fajny? Nie wiem. Jedyne co widziałam to, to że Diego i Maxi lali się na poduszki, Leon siedział na łóżku i przyglądał się całej zabawie. A no tak, Fede i Brodway, atakowali chłopaków od tyłu. Nikt mnie nie zauważył, więc wzięłam wielką poduszkę i walnęłam nią każdego po twarzy. Wtedy Leon wziął poduszkę i zaczął nas ją bić. Po jakiś 5  minutach naszej zabawy wpadły dziewczyny, które po chwili też wpadły w wir zabawy. Pod koniec to laliśmy się w parach, a w jakich można było się domyślić. Zauważyłyśmy z dziewczynami że Lu sobie nie radzi, więc wszystkie na trzy walnęłyśmy Federico z całej siły w głowę.
-Ej! To nie fair!
-Zadzierasz z jedną, zadzierasz ze wszystkimi!-powiedziałam. Tak zaczęła się moja kłótnia z kuzynem. Po jakimś czasie Fede mnie popchnął (oczywiście żartobliwie) lecz ja jak to ja, niezdara, potknęłam się i upadłam na Leona.
-Wiedziałem że na mnie lecisz-powiedział śmiesznym tonem. Ja tylko walnęłam go z poduszki, wstałam z niego. Walnęłam Fede i usiadłam na łóżku. Leon usiał koło mnie i mnie do siebie przytulił. Wszyscy byliśmy zdyszani, lecz po chwili patrzenia się na siebie, wybuchliśmy głośnym śmiechem. Wszyscy turlaliśmy się na podłodze ze śmiechu, gdy się uspokoiliśmy, chłopcy wstali, a my leżałyśmy, chłopcy coś między sobą szeptali, po chwili zaczęli nas gilgotać. Skończyło się na tym że Maxi'emu leciała krew z wargi. Po 10 minutach wszyscy wyszli i zostaliśmy z Leonem sam na sam.
-Po co miałam przyjść pół godziny temu?-stwierdziłam i zapytałam patrząc na telefon odziany w case.
-A no tak, chciałem zapytać czy byś się tu nie wprowadziła, bo nudno tu.
-No nie wiem. Mi z dziewczynami jest dobrze.
-Czyli?
-Czyli tak.-powiedziałam po czym musnęłam jego polik i wstałam z łóżka. Zaczęłam się kierować w stronę drzwi.
-A pani gdzie się wybiera?
-Skoro mam tu się wprowadzić to muszę się spakować, nie?
-Pomóc ci?
-Jak chcesz.-Po sekundzie szatyn znalazł się koło mnie. Po półtorej godzinie znajdowaliśmy się w ,,naszym" pokoju.
 Po tym jak się rozpakowałam zrobiliśmy sobie selfie na Instagrama:
-Co powiesz mu upiec tym głodomorom ciasteczka?-zapytałam.
-Mówiąc ,,głodomorom" masz na myśli mnie?
-Też, ale tu chodzi akurat o wszystkich. Udaliśmy się oczywiście do kuchni. Tam zrozumieliśmy że nie ma mleka, ja więc udałam się do sklepu, który jest przecznicę z tond. Gdy wróciłam, idąc przez łuk zostałam odsypana mąką.
-Odpieprzyło ci?!
-Nie....No może trochę.
-Pożałujesz!-krzyknęłam i zaczęła się bitwa na mąkę. Postanowiliśmy przestać bo byliśmy cali w mącę jak i kuchnia. Zostało całe opakowanie mąki, otworzyłam ją i wysypałam szatynowi na głowę.
-Mówiłam że pożałujesz!-On tylko do mnie podszedł i potrząsnął swoją głową.
_________________________________________________________
Hejka! Oto 11 rozdział :* Niedługo będą wracać do domku :D Oto dedyk dla Vicky:
Mam nadzieję że się spodoba :) /Tinistas